Uncategorized

Rzeczy, których już nie noszę

Czasem przez wiele lat sobie wmawiamy, że coś powinniśmy. Mówimy sobie, że musimy coś nosić, bo to jest kobiece, eleganckie, porządne, wstaw co tam sobie uważasz 🙂 . Jednak im dłużej znamy same siebie i bardziej się akceptujemy, tym częściej zdajemy sobie sprawę, że są rzeczy, które do nas nie pasują.

Czujemy się w nich źle, niewygodnie, jakbyśmy były przebrane. I mimo, że próbujemy wciąż i wciąż, to one jeszcze bardziej do nas nie pasują. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę tym lepiej. Ja też mam kilka takich rzeczy, których nie noszę albo wcale, albo od święta.

  1. Sukienki – nie mam pojęcia czemu tak rzadko je noszę. Jednak, gdy mam sięgnąć po sukienkę czuję ogromy opór i niechęć. I co z tego, że są kobiece? Że wyglądam w nich ładnie? To jest ostatnia rzecz, którą bym ubrała. Poza jednym wyjątkiem. Wygodną sukienką, którą noszę tylko w domu, w ramach powiedzmy dresu. Sprawdza mi się to, bo to najprostsza rzecz do założenia po pracy. Jednak w domu nie muszę się martwić, czy mi się gdzieś nie podciągnęła, czy się nie gniecie, nie muszę mieć do niej rajstop. Jeśli już mam z domu wyjść sukienka jest zdecydowanie na nie. Od czasu do czasu, czyli jakieś 5 razy w roku ubieram prostą, czarną spódniczkę.
  2. Obcasy – ah ile bym dała, żeby czuć się w nich wygodnie! Ale nie, niestety. Moje nogi zdecydowanie ich nie znoszą. Wszystko mnie boli, idę 5 razy wolniej i muszę uważać przy każdym kroku. To nie dla mnie. Zostawiłam sobie w miarę wygodne, czarne, skórzane szpilki na niewysokim obcasie. Wystarczą mi na wszelkie wyjścia. Na codzień natomiast zdecydowanie baleriny, trampki i botki.
  3. Ciemna szminka – bardzo mi się podoba. Na tyle, że wciąż co jakiś czas próbuję ją nałożyć. Niestety patrząc na zdjęcia albo w lustro widzę, że coś jest nie tak. Wyglądam hmm.. dziwnie. W dodatku notorycznie muszę kontrolować, czy nie odbiła się na zębach. A matowych pomadek wprost nie znoszę, wysuszają mi kompletnie usta. Mimo, że wydaje się, że do mojego typu urody (zima) ciemna szminka jest stworzona, to niestety. Być może znajdę kiedyś ideał, kto wie.
  4. Przedłużane rzęsy. Próbowałam trzykrotnie. Nawet ostatnio i wciąż tak samo mocno mnie irytują. Wyglądają pięknie po nałożeniu, ale sklejają się, odwracają, podrażniają powieki, a podczas mycia muszę na nie uważać. Odpada.
  5. Koszule – pierwsze, najważniejsze – trzeba prasować. A jak już się przemogę i wyprasuję, to wychodzą ze spodni, guziki się odpinają, jest zimno i niewygodnie. A latem gorąco. Wolę zestawienie koszulka plus marynarka, jeśli chcę ubrać się bardziej elegancko. Noszę mega rzadko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *